Czerwono-niebiescy musieli przełknąć gorzką pigułkę. Częstochowianie okazali się słabsi od Górnika Zabrze i przegrali u siebie 1-2.
Po pierwszej połowie nikt nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Gospodarze pewnie prowadzili grę i nie pozwolili przeciwnikowi na oddanie żadnego strzału. Do szatni schodzili z prowadzeniem, losy spotkania odmieniły się w drugiej części gry. - Nie wykorzystaliśmy bonusowego meczu i nie umocniliśmy się w czołówce. To boli. Martwi gra w drugiej połowie. Pierwsza była przyzwoita, kontrola nad meczem, ale to nie wystarczy. W drugiej połowie stało się z nami coś dziwnego - twierdzi trener Rakowa Marek Papszun.
Szansa na rehabilitację w sobotę (18.12). Częstochowianie zmierzą się u siebie z Jagiellonią Białystok.