Do zdarzenia doszło w połowie maja 2021 roku. 34-letni pilot leciał awionetką z Wrocławia do Rzeszowa, gdzie maszyna miała przejść przegląd techniczny. Gdy samolot znajdował się na wysokości około 1500 metrów i w odległości 10 km od lotniska Rudniki silnik zaczął tracić moc. Na wysokości 750 metrów silnik przestał pracować i w związku z tym pilot rozpoczął procedurę awaryjnego lądowania, informując o tym służbę informacji lotniczej. Maszyna nie była w stanie dolecieć do lotniska, dlatego pilot zdecydował się lądować na autostradzie. W czasie tego manewru 34-latek dostawał prędkość awionetki do prędkości pojazdów na autostradzie i przelatywał dłuższą chwilę nad drogą, aby być zauważonym przez kierowców. Następnie przyziemił samolot i kołował do zjazdu z autostrady, a po zatrzymaniu przy pomocy innych osób stoczył awionetkę w bezpieczne miejsce. Próbki wody w paliwie wykryli eksperci z Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych.
Zgodnie z prawem pilot mógł awaryjnie wylądować w innym miejscu niż lotnisko, ponieważ kontynuowanie lotu mogło zakończyć się tragedią.